Balans

Przebudzenie spłynęło na mnie dość nagle. Zupełnie się tego nie spodziewałam, nie prosiłam o to, nie oczekiwałam. Ot tak, coś zaczęło się dziać (w moim fizycznym odczuciu)… Czy doprowadziły do tego sytuacje w moim życiu, czy po prostu nadszedł mój czas, tego nie wiem dokładnie… Pewnie jedno i drugie.
Początkowo byłam bardzo zdystansowana, musiałam dużo rzeczy wyrzucić z siebie, wypłakać, zobaczyć, odkryć i się z nimi pogodzić/ zaakceptować. Nie było łatwo, tak szczerze mówiąc było cholernie ciężko… Tym ciężej, że miałam dwie małe istotki obok siebie- moje dzieci i nie chciałam, żeby patrzyły jak ich mama zapada się w otchłań depresji i rozpaczy. Chciałam być dla nich przykładem, pokazać, że mimo przeciwności, dam radę… Ale tak naprawdę w głębi mojego serca, czułam się bardzo słaba i bezsilna… Nie będę tego wszystkiego opisywać, nie jest to tematem tego wpisu… Najważniejsze, że „przebrnęłam” przez ten najgorszy czas, by doznać czegoś pięknego.

Chcę tutaj zaznaczyć, że do dziś dnia i zapewne jeszcze przez jakiś bliżej nieokreślony czas tak się będzie działo (być może do końca życia, albo jeszcze dłużej 😉 ) wychodzą ze mnie różne cienie, przekonania i ciągle się uczę żyć w zgodzie ze sobą i moimi prawdziwymi pragnieniami- jest mi dużo łatwiej, gdyż patrzę już na to z nieco innej perspektywy. Wiem, że ma to wyższy cel i staram się obserwować siebie bardziej, aniżeli się w to wszystko angażować. Ciągle pracuję też, by skupiać się na pozytywnych rzeczach w moim życiu, choć i te negatywne traktuję z należną im uwagą i rozumiem, że są mi dane, gdyż taka jest potrzeba, rozumiem, że to taka lekcja. Staram się nie oceniać i nie krytykować innych, widzę i czuję, że często są moim lustrem, znajduję ten czas i przestrzeń, by się nad tym zastanowić.
Wzrost wibracji jest dla mnie procesem i choć tęsknię do tego, co jest na końcu drogi, to w między czasie staram się cieszyć krajobrazem. Różnie mi to wszystko wychodzi, raz na fali, a raz nie… ale wrażenia, uczucia i inne stany świadomości, które przeżywam, gdy się wznoszę, wszystko mi wynagradzają i dają siłę i motywację, by przetrwać ten „gorszy czas”…

Chciałam pisać o balansie. No właśnie. Z tym w dalszym ciągu mam pewną trudność. Z jednej strony duchowość, te inne odczucia i rozwój, tak bardzo mnie „porywają”, że chwilami mam wrażenie, że coś mnie „wyciąga z ciała”, nie umiem się na niczym skupić, nic zrobić, mam ochotę wniknąć całkowicie w tamten świat. W dodatku teraz zaczęłam ten projekt (egzystencja.net) i czasu mam jeszcze mniej na duchowe, jak i fizyczne aspekty mojego życia…
Z drugiej strony przecież mam jeszcze pracę, dom, dzieci, męża, im także należy się uwaga, mam tu swoje obowiązki, dzieci mnie potrzebują. Niejednokrotnie czuję się przez to rozdarta, nie wiem co mam zrobić, czuję przez to wewnętrzną złość i frustrację, nie jestem w 100% tu, ani tu. A ja nie lubię działać połowicznie. Jak coś robię, lubię w tym być, zatracić się, wtopić. Tyczy się to medytacji, pisania, jak i zabawy z dziećmi, czy sprzątania domu… Czasami wydaje mi się, że nie podołam. Odzywa się mój wewnętrzny krytyk, że wzięłam na siebie za dużo naraz, że niczego nie zrobię dobrze, że powinnam się skupić na tym co mam, zamiast „wymyślać” nowe rzeczy… A przecież czułam taką ekscytację, zaczynając mój duchowy rozwój, całe ciało wibrowało, był ten nieziemski rezonans. Dodatkowo, gdy zakładałam tą stronę, dostałam wiele znaków, że to jest to, co mam zrobić. Czułam tą siłę i prowadzenie. A teraz nie mogę znaleźć na nic czasu, dzień jest za krótki, siedzę po nocach, a i tak mam poczucie, że robię niewystarczająco, że muszę więcej, muszę na wszystko znaleźć czas i przestrzeń.
Chwilami przychodziła do mnie taka ogromna niemoc, gdyż nie widziałam sposobu jak to wszystko ogarnąć. I te ogromne wyrzuty sumienia i myśli, że zawiodłam swoją rodzinę, że zawiodłam sama siebie, moje dzieci, bo nie jestem z nimi tyle, ile potrzebują, choć starałam się być z nimi jak najwięcej było to fizycznie możliwe. Prosiłam Wszechświat o pomoc, o wskazówkę, zastanawiałam się, czego tak naprawdę chce moja dusza… a może odpuścić? Przestać robić to wszystko, skupić się na życiu jakie miałam do tej pory? Ale przecież tego nie chce, nie jestem już wstanie żyć jak poprzednio, z tą świadomością która mam teraz…
Aż przyszło to do mnie, oświeciło mnieWięcej luzu Paula! Powinnaś się tym bawić, cieszyć, doceniać siebie- ile już udało Ci się osiągnąć! Raduj się drogą kobieto 😉 ! Spokojnie, z miłością, znajdziesz czas na wszystko, jeśli pozwolisz sobie na wyciszenie, na relaks, na bawienie się tym… Nie wywieraj presji na siebie i otoczenie. Świat się nie zawali, jak nie będziesz wszędzie, w każdym momencie na 100%, nie jest to możliwe (przynajmniej dopóki nie ogarniesz bilokacji, albo jakiejś replikacji siebie, czy teleportacji 😉 ) To jest właśnie sposób na pogodzenie tego wszystkiego, na znalezienie tego balansu. Cieszyć się tym, co przychodzi i rozumieć, że przyjdzie czas na wszystko, że jest dokładnie tak jak ma być, że wszystko dzieje się swoim tempem.
Zrozumiałam, że traktowałam świat fizyczny z lekką pogardą, jakby nie był już ważny w moim życiu, umniejszałam jego wartość, dlatego była we mnie ta złość, frustracja i zniechęcenie nim. Dlatego się denerwowałam, że mam tutaj tyle obowiązków, dlatego chciałam wniknąć całkowicie w świat niematerialny i wszystko, co ściągało mnie „na ziemię” traktowałam, jako atak na mnie i mój rozwój. Dopiero, gdy znalazłam się na dole mojej fali, gdy znowu ogarnęło mnie poczucie pustki i bezsensu, zobaczyłam to.
Jestem bardzo wdzięczna i w dalszym ciągu się uczę jak pogodzić we mnie te dwa światy, jednak stałam się spokojniejsza i łapię się zanim zacznę znów naciskać samą siebie. Wewnętrzny krytyk trochę ucichł, nie daję mu jednak uwagi, więc nie ma to większego znaczenia. Rozumiem już, że należy znaleźć w sobie ten balans, zrównoważenie we wszystkim, a to, co mnie otacza jest tak samo ważne i nie należy tego umniejszać. Tu, w świecie fizycznym, odkrywam emocje, uczucia, naturę swojego człowieczeństwa, jak i aspekty mojego ducha. Przyszłam tu, by tego doświadczyć, chciałam tu być z jakiegoś powodu… Kiedyś wrócę tam, do świata duchowego, do mojego prawdziwego domu. Teraz odnajduję wyższe wibracje w byciu ze sobą, w medytacji, w naturze, w moich dzieciach, w doświadczaniu życia fizycznego, bo jeśli znajdziemy ten balans, każdy nasz krok przybliży nas do Źródła.

Ta równowaga może dotyczyć każdego aspektu w naszym życiu. Pracy, dzieci, męża, przyjaźni, nauki, rozwoju, czy duchowości. Bardzo często czujemy, że powinniśmy więcej, mamy wyrzuty sumienia, że gdzieś jest za mało, że coś zaniedbujemy, staramy się wszystko zrobić w 100% i spinamy się, a może warto właśnie znaleźć ten spokój i sobie trochę odpuścić, doceniać swoją pracę która wykonaliśmy do tej pory, cieszyć się z małych rzeczy i tak bardzo na siebie nie naciskać.

Życzę więcej luzu Tobie i sobie ❤

❤ ❤ NAMASTE ❤ ❤
xxxxx ❤ ❤ ❤ xxxxx

Autor: Paula Ryczkowska

Jestem trenerem osobistym, duchowym coachem życiowym, hipnoterapeutą (ze szczególnym zamiłowaniem do regresji), twórcą prowadzonych medytacji, autorem nagrań zawierających elementy theta-healing i nauczycielem tańca swobodnego– który to towarzyszył mi od dziecka. Skończyłam również szkolenia z zakresu mindfulness, psychoanalizy i terapii poznawczo- behawioralnej. Dodatkowo interesują mnie techniki kwantowe, bioenergoterapia i wiele, wiele innych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s