Maski

Będąc dziś w pracy, naszły mnie pewne przemyślenia… nagrałam o tym nawet krótki filmik, jednak nigdzie go nie dodałam, gdyż byłby to bardzo długi monolog, a i tak ciągle uciekają mi jakieś aspekty… Chciałam się trochę rozwinąć, ponieważ dużo łatwiej jest mi to napisać, niż powiedzieć, zbyt wiele jest wielowarstwowości w tym temacie.
Spojrzałam dziś na chwilę na mój profil na facebooku (prywatny) i przyszło powiadomienie, że mam tam wspomnienia. W pierwszej chwili patrząc na zdjęcia które się wyświetliły, uśmiechnęłam się, ale po paru minutach zaobserwowałam ogromne obniżenie nastroju, kompletnie bez powodu, jakby coś złego się wydarzyło. Ponieważ miałam chwilę, zatrzymałam się. Zapytałam siebie samej: co jest? co się dzieje, skąd te uczucia? I przyszło to do mnie… mimo, że zdjęcia przedstawiały mnie radosną, pełną życia (wspaniałego życia) i energii, w jakimś cudownym miejscu, tak naprawdę, na nieświadomym poziomie napawają mnie uczuciami wręcz odwrotnymi. Smutkiem, niepokojem, może poniekąd nawet złością.
Zaczęłam nad tym rozmyślać i EUREKA. Ja byłam w tamtym czasie w depresji, bez sił, bez chęci do życia, smutna i stłamszona w środku, pełna żalu i pretensji. Co z tego, że uśmiech gościł na mojej twarzy? Co z tego, że byłam na wakacjach? To wszystko nie miało znaczenia. Za tym uśmiechem kryło się rozczarowanie, kryła się złość i niezadowolenie z życia. Ktoś mógłby powiedzieć, ale dlaczego? Przecież Twoje życie było dobre, spędzałaś czas z rodziną…
Dobre? Niby dlaczego dobre? Bo nie byłam bita przez męża, a moje dzieci były zadbane, miałam dach nad głową i co do przysłowiowego garnka włożyć? Bo miałam uśmiech na twarzy i wszyscy byli zdrowi i dobrze się bawili? Naprawdę tak myślisz, że powinnam się cieszyć?! Cieszyłam się przecież, byłam uśmiechnięta od ucha do ucha… tak uważałam, miałam do siebie pretensję, że o co mi w ogóle chodzi, że nie doceniam tego co mam, że powinnam być wdzięczna, a nie siedzieć ze skwaszoną miną. I dlatego też siedziałam na pozór radosna, ale tylko ja wiem, co się we mnie tak naprawdę działo. Samotność, niezrozumienie, poczucie winy, wstyd, niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, poczucie inności… Dlatego te zdjęcia wywołały we mnie takie, a nie inne uczucia. Dlatego nie kojarzą mi się z tym, co przedstawiają, kłócą się z tym… Moje pragnienie bycia postrzeganą poprzez pryzmat mojej fałszywej osobowości (którą sama sobie stworzyłam) nie dało mi prawa do przeżywania tego, co naprawdę czułam. Nie dało mi prawa do bycia sobą. Ciągle miałam wrażenie, że powinnam być „jakaś” i ciągle nie udawało mi się „taką” być. Oszukiwałam innych wkoło i najgorsze było to, że tak naprawdę oszukiwałam sama siebie. Stąd koło zaplątywało się jeszcze bardziej, bo gdzieś tam wiedziałam, że to tylko kreacja, więc moja depresja się wzmagała, dodatkowo powodując ogromną frustrację. I żal do siebie. I wstyd za siebie. I dużo jeszcze innych negatywnych uczuć.

Przeglądając facebooka, można to zobaczyć jak na tacy. Całe kraje szczęśliwych ludzi, szczęśliwych rodzin i idealnego życia. Tak to na pierwszy rzut oka wygląda… ale czy tak jest naprawdę? Czy tylko ja miałam takie nieszczęśliwe życie, czy tylko ja miewam bałagan w domu, czy tylko ja ledwo wyrabiam na zakrętach, a i tak nie mam większości obowiązków wypełnionych? Tego nie zobaczysz, o tym się nie mówi. I podświadomie obwiniamy się o to. Obwiniamy się, że my nie mamy tak jak „oni”, że nam się nie udaje. Sami sobie to stwarzamy! Sami sobie nie dajemy prawa, aby olać tą fałszywą, idealną osobowość i pokazać jak jest naprawdę. Tak na zdrowy rozum, czy to nie wydaje się być dziwne, że, np. matka dwójki dzieci, pracująca, ogarniająca dom i ogród, lekcje, dodatkowe zajęcia dzieci, zakupy i gotująca obiad, ma jeszcze czas i siłę, by się pięknie ubrać, poćwiczyć, wyjść do koleżanki na ploteczki, rozwijać się, przeczytać książkę, obejrzeć serial, pomalować paznokcie, zrobić włosy i makijaż, pobyć ze swoim mężem i dziećmi (i KREATYWNIE spędzić z nimi czas) i wyjść na siłownię, pójść na spacer i pojechać na wakacje? SERIO? Dla mnie, to nie jest możliwe. Jeśli ktoś to wszystko perfekt ogarnia, nie będąc przy tym jakimś zombie, które nie śpi i ma władzę nad czasem i przestrzenią, to serdecznie gratuluję (jeśli się w tym odnajdujesz).
Tylko po co kreujemy sobie te iluzje? Po co dążymy do tego ideału? Dlaczego nie możemy dać sobie prawa, by przezywać swoje prawdziwe uczucia i emocje? Przecież one są naszymi drogowskazami, są naszymi sprzymierzeńcami, to one pokazują nam gdzie zmierzamy i jakie mamy granice, jacy jesteśmy, co nam się podoba, a co nie, na co siebie pozwolimy, a na co nie… To wszystko nie ma być spychane, tłamszone i zatracane, tylko odkrywane, przeżywane i doceniane ! Po co to sobie wszyscy robimy?
Dodatkowo, niejednokrotnie oceniamy i krytykujemy ludzi, którzy chociaż w jakimś małym aspekcie odważą się być nieidealni… Podśmiewamy się z nich, obgadujemy, lub mówimy im, by się wzięli za siebie. Czy naprawdę tędy droga? Czy naprawdę jesteśmy na tyle idealni, by mieć prawo oceniać i pouczać inne osoby?
Zastanówmy się chwilę nad sobą, posiedźmy z tym trochę, wyciszmy się i zadajmy sobie pytanie: Czy ja umiem być sobą? Czy ja wiem jaki(a) jestem? Czy pozwalam sobie czuć swoje prawdziwe emocje? Czy nie mogę trochę odpuścić i olać tą idealność? Czy życie nie byłoby piękniejsze, gdyby zamiast być idealną fałszywą osobowością, można było być prawdziwym sobą?
Oczywiście, można siebie trochę popychać, dążyć do zmian tego co się nam w sobie nie podoba, można pracować nad sobą, by się zmieniać/ rozwijać/ „ulepszać”, ale nie kosztem samego siebie, nie kosztem bycia prawdziwym, z wszystkimi zaletami i wadami, do których przecież mamy prawo.  To wszystko możesz zrobić wsłuchując się w siebie.
Doświadczaj, żyj uważnie, zwracaj uwagę na swoje emocje- te dobre i te złe, daj sobie na luz, pozwól im być i nie osądzaj…

Należałoby tutaj wspomnieć co nieco o programach. Przy odkrywaniu samego/ samej siebie może być to dość istotne. Od dziecka jesteśmy programowani, tak naprawdę (w większości) nie wiemy, co pochodzi od nas, a co pochodzi od innych. Przykładowo, zawsze lubiłeś/ lubiłaś malować, ale ktoś Ci kiedyś powiedział, że jednak nie umiesz tego dobrze robić. I często Ty to bierzesz za swoją opinię o sobie samym/ samej, mimo że prawda może być zupełnie inna. Działa to również w drugą stronę, gdy np. czegoś nie lubisz, ale ktoś Cię popycha tam na siłę i twierdzi, że właśnie to masz robić, bo jesteś w tym świetny(a). Z tym także należy posiedzieć, oddzielić to, co jest w nas naprawdę, od tego co zostało w nas zaprogramowane. A później zaakceptować siebie ze wszystkimi wadami i zaletami 🙂 Pozwolić sobie na to, przede wszystkim umieć dać sobie przyzwolenie na odczuwanie emocji, na doświadczanie, dać sobie zgodę na bycie sobą z całym „inwentarzem”. Każdy z nas jest inny, każdy z nas ma w sobie dobre i złe strony. Zauważ to, to nic złego.

❤ ❤ NAMASTE ❤ ❤
xxxxx ❤ ❤ ❤ xxxxx

2 myśli w temacie “Maski

  1. Świetny artykuł, bardzo mądry i refleksyjny. Zgodzę się w pełni z argumentami, sam od dzieciństwa mam podobne odczucia i borykam się z trudnościami prób upchnięcia mnie w formy stworzone przez innych ludzi. Życzę autorce nieugiętości w zachowywaniu własnej, niewzruszonej tożsamości 😀 tej prawdziwej.

    Polubienie

    1. Dziękuję bardzo ❤ również życzę wszelkiego powodzenia w podążaniu własną drogą oraz wytrwałości w byciu prawdziwym sobą 🙂

      Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close