Kochanie siebie. Kochanie innych

heart-3130171_1920

To było kilka dni temu. Wydarzyło się coś, co wyssało ze mnie większość mojej energii i mimo, że w długoterminowym rozrachunku będzie to duży krok do przodu, w sensie, że właśnie przeszłam bardzo ważną lekcję, to na tamten moment, na tu i teraz w tamtym czasie ciężko było mi znaleźć spokój, równowagę, poczucie harmonii.

Będzie tu mowa o miłości własnej. Nagrałam nawet film o tym, taki film z głębi serca… Każdy film wypływa z głębokiej potrzeby, jednak ten jest inny- stworzony „na świeżo”… Myślę, że doświadczenie to, zmieni wiele w moim funkcjonowaniu, gdyż czuję się lżej, czuję się bogatsza, silniejsza i zmieniona.

Nie jest ważne co się wydarzyło, wspominam o tym trochę w moim filmie. Najważniejsze jest, co z tego wypłynęło, objawiło się i pozostało.

Tak naprawdę nie kochałam siebie. Wydawało mi się, że jest inaczej, ale zobaczyłam to bardzo dokładnie. Nie kochałam prawdziwej siebie, nie szanowałam tego, kim jestem, nie czułam wdzięczności (takiej szczerej) za to, jak piękne może być życie.Nie czułam tej wdzięczności, bo w głębi serca, w głębi duszy (a tak naprawdę w głębiach mojego umysłu) uważałam, że na to wszystko nie zasługuję. Nie zasługuję na odczuwanie tych wszystkich wzniosłych, pięknych uczuć towarzyszących mojej drodze. Zablokowałam prawdę, oszukując siebie samą, że tak wygląda Miłość… ignorując wszelkie przejawy jej braku względem siebie i przypisując temu inne znaczenie.

Przyszło do mnie to z ogromną mocą.

Ilu ludzi na świecie tak naprawdę, szczerze i beż żadnych warunków kocha siebie? Ilu ludzi ufa sobie, pozwala na wyrażanie siebie? Ilu ludzi na świecie bez żadnych blokad i ograniczeń, bez cienia wątpliwości, może powiedzieć, że siebie w pełni akceptuje? Z wszystkimi „wadami” i zaletami, z wszystkimi „brakami” i talentami? Z wszystkimi decyzjami, jakie podjęli, bez względu na to czy na dzień dzisiejszy je akceptują i popierają. Z wszystkimi wypowiedzianymi słowami i tymi niewypowiedzianymi? Z każdą chwilą kiedy nie pomogli, nie mieli odwagi, podporządkowali się grupie? Ilu ludzi kocha siebie bez względu na wszystko i bezwarunkowo?

Widzę to, czuję, wiem… tak… na dzień dzisiejszy już wiem, że większość destrukcyjnych i sabotujących siebie zachowań wynika z braku Miłości własnej. Nie kochamy siebie, mamy do siebie żal (uświadomiony lub też nie), pretensję, spychamy w głąb ciała te wszystkie sytuacje w których zawiedliśmy siebie samych i później ignorujemy te drugoplanowe podszepty, że coś tam wymaga uzdrowienia, te krytyczne myśli o sobie- w końcu przyjmujemy je jako prawdę i nieodłączną część nas.
Później traktujemy siebie surowo, nie dając prawa do błędu, sabotujemy swoje działania, tkwimy w poczuciu niezasługiwania i odtrącenia, widzimy i projektujemy na innych potwierdzenie naszej rzeczywistości, tej schowanej, tej której nie chcemy znać, a nasza frustracja narasta. Narasta też agresja wobec siebie, którą często przenosimy na innych. Dodatkowo w ten sposób nie lubimy siebie jeszcze bardziej, lecz aby to zagłuszyć i wgnieść w zapomnienie mocniej i szybciej, wmawiamy sobie, że nie lubimy innych ludzi, że to oni są źli i chcą nam zaszkodzić.
Wysysamy z siebie energię, tą którą moglibyśmy kreatywnie wykorzystać. Tą która mogłaby nam dać szczęście, radość, spełnienie i Miłość. Marnotrawimy ją na walkę z całym światem i blokowanie naszych prawd.

Nie chcemy słyszeć, że najpierw musimy pokochać siebie, nie przyznajemy się do tego krytycznego głosu w nas, jedynie czasami w ciszy, w bezsennych nocach i samotnych chwilach- prawda nieśmiało i cicho puka do drzwi naszego świadomego umysłu. Wtedy włączamy telewizję, smartfona, film i w ten sposób próbujemy ją zagłuszyć.

A wystarczy tylko przyjrzeć się sobie, zobaczyć z czego wynika ten brak miłości. Poczuć i przeżyć te sytuacje jeszcze raz, zaobserwować je. Pomyśleć o tym, co chcą nam pokazać i o czym nam mówią. Pozwolić prawdzie wypłynąć, przyznać sobie prawo do bycia sobą i zaakceptować siebie z wszystkimi wadami i zaletami. Powoli, krok po kroczku odkrywać kim jesteśmy, być obecnym w swoim życiu, w tu i teraz- doceniając każdą chwilę i przeżywając ją każdą komórką ciała. Znaleźć ten balans między byciem tu, a pracą nad sobą– jedno i drugie jest ważnym aspektem na naszej drodze, jedno i drugie powinno mieć przestrzeń w naszym życiu.

Wielu ludzi za szybko dąży do tego TU I TERAZ. Oszukują siebie, gdyż próbują przeskoczyć bardzo ważny krok. Krok poznania siebie, akceptacji i miłości własnej. Przecież to tu i teraz, to nic więcej jak Miłość. Wszechogarniająca Miłość i Jedność- jak możemy doświadczyć jej w pełni, spychając prawdy o sobie? Spychając miłość własną i pełną akceptację swojej osoby na dalszy plan?

Wbijamy się przez to w jakieś dziwne teorie, praktyki „duchowe”, które mają nam dać szybkie rezultaty, bez tego ważnego procesu- dotarcia do siebie i pełnej akceptacji. Próbujemy wmówić sobie, że TAM istnieje tylko to, co pozytywne, spychając głębiej to, co uważamy za wady i „błędne postępowanie”.

Ja wiem, że to proces. Że to brzmi prosto, a jest trudne. Trudne emocjonalnie. Ale jeśli zaczniesz dziś, będziesz bliżej tej Miłości. Może właśnie o to chodzi w duchowości, w przebudzeniu- żeby pokochać i zaakceptować siebie w pełnym tego słowa znaczeniu? Żeby wybaczyć sobie z serca? Żeby zauważyć, że mamy i dobre i „złe cechy”, ale one wszystkie nas tworzą, sprawiają, że jesteśmy kim jesteśmy?

Kiedy zaczynałam pracę ze sobą bałam się, byłam sfrustrowana i niejednokrotnie miałam ochotę się poddać. Czułam ogromną złość na samą siebie, aktywowałam niesamowite pokłady agresji do swojej osoby, wykrzyczałam sobie wiele zarzutów, przepłakałam wiele nocy, wytrzęsłam wiele emocji, ale dałam sobie do tego prawo. I powoli, z procesem, ze swoją własną zgodą, przyszła do mnie ta akceptacja. A zaraz po niej przyszła Miłość. Miłość do siebie i świata. Początkowo dużo łatwiej było mi kochać innych niż siebie, ale dopiero kiedy poczułam miłość własną, ta miłość do innych była kompletna i pełna i tak bardzo, bardzo szczera i mocna.

Dalej się tego uczę. Mam lepsze chwile i „gorsze”, mam piękne i trudne dni. Ale wiem, że warto. To najtrudniejsza i zarazem najpiękniejsza lekcja na mojej drodze.

Kochanie siebie. ❤ ❤ ❤

Od tego wszystko się zaczyna i na tym wszystko się kończy. Na tym opiera. Na tym trwa i istnieje.
I nic innego nie potrzebujesz robić. Reszta przyjdzie sama ❤

❤ ❤ NAMASTE ❤ ❤
xxxxx ❤ ❤ ❤ xxxxx

 

Autor: Paula Ryczkowska

Jestem trenerem osobistym, duchowym coachem życiowym, hipnoterapeutą (ze szczególnym zamiłowaniem do regresji), twórcą prowadzonych medytacji, autorem nagrań zawierających elementy theta-healing i nauczycielem tańca swobodnego– który to towarzyszył mi od dziecka. Skończyłam również szkolenia z zakresu mindfulness, psychoanalizy i terapii poznawczo- behawioralnej. Dodatkowo interesują mnie techniki kwantowe, bioenergoterapia i wiele, wiele innych :)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s