Karma i reinkarnacja w przebudzeniu duchowym

Kiedy tak przeglądam świat internetu, rozmawiam z ludźmi- często słyszę stwierdzenie, że ‚karma kogoś dopadnie’, albo żebym się nie przejmowała kiedy ktoś sprawia mi przykrość, gdyż ‚karma zrobi swoje’…
Na jednej z moich transmisji na żywo zostałam zapytana o koło samsary. Nie chciałam do końca wypowiadać się w tym temacie, gdyż mimo że ta wiedza była we mnie, to tak szczerze nigdy nad tym tak dokładnie/ dogłębnie nie myślałam, w sensie- co to oznacza dla mnie w przebudzeniu, co to zmienia… poza tym nie miałam jeszcze pełnego rezonansu, a lubię go mieć, gdyż wiem wtedy, że to co mówię wypływa z mojej prawdy.

Teraz już to rozeznanie mam, poprosiłam o nie i zostało mi ukazane, mam więc ufność że mogę się z Wami podzielić tym, jak to dla mnie wygląda. Wiedza ta jest również podparta wielorakimi teoriami, które spotkałam na mojej drodze, jak również potwierdzają ją informacje zdobyte na angielskojęzycznych kanałach przebudzeniowych 🙂

Warto może zacząć od pojęcia samej karmy. W Sanskrycie w Buddyzmie oznacza AKCJĘ, a więc odnosi się do pozytywnego, neutralnego, lub ‚negatywnego’ działania. W tym znaczeniu karma jest bardzo realna, można tutaj również podłączyć nijako prawo kreacji, czyli co dajemy- do nas wraca…
Kiedy dajemy miłość, to samo otrzymujemy w zamian, jeśli dajemy lęk- dostajemy więcej lęku, jeśli nasze działania są pozytywne- pozytyw przychodzi do nas.
Może się to stać w tym życiu, jak również w kolejnym. To co zasiejemy, czasami potrzebuje czasu by wykiełkować… Jest to więc w pewnym sensie ciągłość naszego doświadczenia, w tej inkarnacji- jak i z poprzednich.

Przychodzimy na ten świat by przeżywać, odbywać lekcje, doświadczać. Wszystko co się dzieje, pracuje dla wspólnego dobra, wszystko wraca do Źródła, do Kreacji samej w sobie. Po to tu jesteśmy, by nieustannie się rozwijać, dowiadywać nowych rzeczy o sobie i Świecie, zasilając w ten sposób Boga/ Zbiorową Duszę, czy jakkolwiek chcesz To nazywać. Jesteśmy jednym i tym samym, nie ma tu rozdzielenia: jedną duszą, jedną świadomością, jedną prawdą…
Można to porównać do oceanu (jak zrobił to między innymi Jim Carrey). My jesteśmy jak fale- wydaje nam się, że jesteśmy w oceanie, a w rzeczywistości jesteśmy oceanem. Wielokrotnie kiedy o tym myślałam nie podobało mi się, że nie zachowuję żadnej wyjątkowości, że jestem tym samym co każda cząstka we Wszechświecie… Przyszło więc do mnie to zrozumienie w inny sposób- a dokładniej w formie puzzli. Pomijając oczywiście kwestię Ego, czy poczucia odrębności w którym wyrosłam- puzzle idealnie to zjawisko obrazują… każdy kawałek jest trochę inny, ale tylko w połączeniu z pozostałymi częściami układanki tworzy spójną całość. ❤

Karma, czy ogólnie reinkarnacja często jest postrzegana jako swoistego rodzaju kara. To trochę tak jakbyśmy twierdzili, że Bóg chce nam dokuczyć zsyłając nas na ten świat, lub że gniewa się na nas za nasze doświadczenia i wybory. Jakby był oceniającą, wydającą wyroki siłą, która tylko czeka aby nam się odpłacić za każdą złą myśl czy emocję…
A przecież my wybieramy sobie to życie, doświadczamy Boga właśnie. To my mamy go w sobie- poniekąd nim jesteśmy. Przychodząc na ten świat doświadczamy Jego natury- tej jasnej, jak i tej ciemnej. Obie te natury istnieją, obie są potrzebne do zachowania równowagi, czy to w nas samych, czy we Wszechświecie.
Nikt nas nie karze, może jedynie my sami.
A więc nie możemy utknąć w kole reinkarnacji?
Ależ oczywiście, że możemy.
To, aby przyjść na ten świat jest naszym wyborem, nikt nas do tego nie zmuszał, ani siłą nie wciągał (a nawet jeśli tak na jakimś poziomie było- to tak miało się zdarzyć)… Dlaczego więc niejednokrotnie chcemy stąd uciec? Czemu wybieramy teorie które sugerują nam, że utknięcie tutaj jest za karę?

Rodzimy się tutaj ponownie, kiedy nie doświadczamy tego po co tutaj przyszliśmy, jeśli nieustannie ignorujemy lekcje, ludzi czy okoliczności, które są do nas przyciągane, czy to poprzez prawo kreacji, czy z pomocą naszych opiekunów. Rozpraszamy się, nie widzimy tego co niejednokrotnie aż do nas krzyczy- uparcie trwamy w zatwardziałości serca, z klapkami na oczach i za nic nie chcemy otworzyć się na więcej…
Wtedy rodzimy się ponownie, by doświadczyć tego, co sobie założyliśmy. I to nie jest kara- sami tego chcemy- dla dobra ogółu, a cały Wszechświat działa i pokazuje nam jak mamy to osiągnąć, prowadzi nas, ukierunkowuje- zsyła odpowiednie sytuacje, okoliczności, ludzi itp… Powinniśmy tylko zaufać sobie, swojej prawdzie, nauczyć się ją dostrzegać. Widzieć, a nie tylko patrzeć
Możemy tu również powrócić jeśli wibrujemy niską częstotliwością (chyba że takie miało być to doświadczenie, które wybraliśmy) i tutaj właśnie iluzja rzeczywistości ma pole do popisu, tutaj może nas poniekąd uwięzić i próbuje to nieustannie zrobić… Ale tak naprawdę kiedy mamy się ocknąć i iść dalej, to to zrobimy, bez względu na to jakie zabiegi będą tutaj stosowane.

Przebudzenie pomaga w tym, poniekąd ‚uwalnia’ z tego koła wcieleń, gdyż jest już samo w sobie znakiem, że idziemy w dobrą stronę. Rozwijamy się, docieramy do prawdy, zwiększa się nasza świadomość siebie i Wszechświata (a raczej jedności z Nim), podążamy za głosem Duszy, żyjemy uważnie- albo przynajmniej bardzo się staramy. Spełniamy także naszą misję (albo niebawem będziemy) 🙂 i to wszystko jak już pisałam wyżej- dla wspólnego dobra i zadzieje się w najlepszym do tego momencie. Nie świadczy to również o żadnej wyjątkowości, a jedynie, że takie życie zostało wybrane, bo tak naprawdę jesteśmy jednością…

Są oczywiście młodsze dusze i te starsze- ale ostatecznie nie ma to znaczenia- kto na jakim jest etapie. Jedynym prawdziwym tego znaczeniem jest fakt, że jedni zaczęli inkarnować wcześniej, a inni później- każdy z nas zaczynał i każdy się rozwija- a skoro jesteśmy całością tej samej układanki, to po co całe to ‚zamieszanie’ 🙂 ?

Jeśli ktoś się nie przebudził, to czy oznacza to że nie idzie dobrą drogą? Że narodzi się tu ponownie?
Nie, to kompletnie tego nie oznacza 🙂
Wszystko we Wszechświecie dzieje się jak powinno i dla dobra nas wszystkich, tutaj- w tej rzeczywistości- widzimy jedynie zawężony obraz, no cóż, taka specyfika tego świata 🙂 Po tamtej stronie widać dużo wyraźniej, obraz jest szeroki, więc całokształt wygląda zupełnie inaczej i dokładnie tak jak ma wyglądać 😉 Wszystko jest w synchronizacji, dzieje się odpowiednio, służy pięknemu celowi…
Warto jest oczywiście podążać za swoją intuicją, swoją prawdą, odkryć swoje talenty i pasje, zobaczyć co wprawia nasze serce w pozytywne wibracje i tym żyć, wtedy to doświadczanie- pomimo wielu rożnych sytuacji (i tych dobrych i tych ‚złych’) będzie ‚łatwiejsze do zniesienia’, pełniejsze i być może nawet ‚szybsze’.

Chyba że wybrałeś sobie doświadczenie życia w odcięciu od tego wszystkiego…
Wtedy jednak nie czytałbyś tego artykułu, głęboko w to wierzę :* 🙂 !!!

❤ ❤ NAMASTE ❤ ❤
xxxxx ❤ ❤ ❤ xxxxx

4 myśli w temacie “Karma i reinkarnacja w przebudzeniu duchowym

  1. Paula, to wszystko jest takie…. Moje… Choć inaczej to sobie nazywam. Czasem człowiek myśli, że czegoś nie rozumie a okazuje się, że już dawno to wie. Nadziwić się nie mogę. To jest bardzo bliskie mojej zasadzie, którą nazwałam Lustrem. Co ze mnie wychodzi, to wraca ze zdwojoną siłą, odbijając się od Lustra, którym jest drugi człowiek i wracając do mnie. Drugi człowiek tutaj uczy mnie samej siebie. To jedno stwierdzenie jest tu łącznikiem, mianowicie „co dajemy – do nas wraca”. Co zasiejemy w sobie, to zbierzemy. Jeśli siejemy lęk, nienawiść, gniew, złość, to otrzymamy więcej lęku, więcej złości w nas.
    To, co piszesz o widzeniu, o tej ślepocie, którą i ja dostrzegłam, o tym zsyłaniu odpowiednich doświadczeń. To wszystko, co tutaj napisałaś jest także moją prawdą. Niesamowite. 🙂 Znalazłam tu siebie. 🙂
    Dzięki temu tekstowi jestem bardziej świadoma etapu, na którym jestem. Jest takim jakby potwierdzeniem tego, co wiem. Jakiś czas temu, od pewnego mnicha usłyszałam, że mam starą duszę i moje ciało zachowuje się, jakby przeżyło już znacznie więcej. I kiedy czytałam Twoje słowa o tej Duszy, to zatrzymałam się na długo… Odkąd sięgam pamięcią, to tak właśnie się czuję. To uwalnianie z koła wcieleń, o którym piszesz…. Hmmm… Widzisz, nigdy nie bazowałam na definicjach. Nie znam się na tym, ale wiem, że coś wiem. Nigdy niczego nie szukałam w książce, tekstach, tylko w sobie. Czasami nazwy mi na to brak, ująć tego nie potrafię. Ujmuję to po swojemu. A czasem czekam cierpliwie, aż definicja sama przyjdzie, aż słowa przyjdą. I przychodzą…. 🙂
    Dziękuję.

    Polubione przez 1 osoba

    1. Kochana Anito, dziękuję Ci za ten komentarz, bardzo dużo dla mnie znaczy, naprawdę 💓
      Ja też często mam wrażenie, że czegoś nie rozumiem, nie mam tej pewności w sobie, ale jakoś z biegiem chwil to się potwierdza, a teraz już potrafię odnajdywać te potwierdzenia wokół mnie. Twój komentarz również jest dla mnie takim świadectwem, że moje zaufanie się opłaciło, jeśli chodzi o treść tego artykułu :*
      Niejednokrotnie na mojej drodze przekonałam się, że dokładnie jest tak jak piszesz, odbijamy się w innym człowieku, widzimy to co jest w nas, konkretne też osoby do siebie przyciągamy, aby nas czegoś nauczyły, czy coś nam pokazały. Czesto tez abyśmy to my mogli nauczyć lub pokazac komuś coś o jego prawdzie 🙂
      Ja również nie bazuje tak bardzo na definicjach, uważam że wszystko mamy w sobie, ale że byłam dość niecierpliwa na początku mojej drogi przebudzenia, to zwiedziłam internet wzdłuż i wszerz, a także czytałam wiele ksiazek i obejrzałam filmów, gdyż koniecznie chciałam wiedzieć co mi się stało i co teraz będzie 🙂 Taką to miałam ceche- chciałam mieć wszystko na wczoraj 🙂
      Dalej ja poniekąd mam, ale jest już nieco inaczej kiedy ja widzę i tylko chwilami uśmiecham się do siebie na samo wspomnienie poddawania się tym starym emocjom 🙂
      Wszystkie odpowiedzi mamy w sobie, może tylko czasami ktoś lub coś musi nam trochę przypomnieć to i owo 😉
      Dziękuję, że napisałaś 💕 przytulam x

      Polubione przez 1 osoba

      1. Na początku drogi zapewne wszyscy czytamy. 🙂 Ja również. Wpadł mi w ręce jakiś tekst o Zen. Przeczytałam i bum! Nie wiedziałam, że coś takiego istnieje, że taką ma nazwę a jakbym w sercu to miała od lat. Przedziwne uczucie. Tak to się zaczęło… Czyli warto czytać! 🙂 Lubię czytać, a jakże. Nie chcę tu umniejszać roli księgi innej niż własne serce. Czytałam tekst, jeśli mi jakiś wpadł i zostawiałam. Odkładałam na bok, nie myślałam o nim, nie wbijałam nic do głowy, nie starałam się zapamiętać. Wiedziałam, że jeśli on ma mnie czegoś nauczyć i coś zasiać w moim sercu, to tak się stanie. Czekałam, aż słowa przerobią się na doświadczenie. Wiedziałam, że nie muszę już niczego szukać, samo przyjdzie. I tak było. Nigdy nie czytałam dużych partii, całych książek, tylko małe, pojedyncze teksty i tylko to, co mi jakimś cudem wpadało w łapki. A wpadało coś zawsze i akurat to, czego potrzebowałam. 🙂 Miałam taką stronę – matkę (tak ją nazwałam), która mnie wykarmiła i z pomocą jej tekstów zdobywałam własne doświadczenia. Jeśli jednak jakiś tekst przeszedł przez moją bramę, była to moja prawda. Jeśli nie, to nie.
        Od tego momentu, kiedy coś się we mnie zaczęło zmieniać, od tej „godziny 0”, była we mnie taka świadomość, że wszystkiego dowiem się we właściwym czasie, kiedy będę gotowa. I nie spieszyłam się. Ludzie, sytuacje, teksty, wszystko mnie zmieniało, uczyło – tak, jak piszesz. Nie umiem tego nazwać dokładnie, ale chłonęłam to w takim jakby… bezruchu. To chyba najlepsze słowo. Niby pracowałam, niby żyłam jak zawsze, ale we mnie był taki bezruch właśnie. W zasadzie to jest nadal. To uczucie podobne do siedzenia na czubku jakiejś góry i oglądanie z niej wszystkiego dookoła. Nigdzie się nie spieszysz, patrzysz, obserwujesz, podziwiasz…
        Dziękuję raz jeszcze za ten tekst.

        Polubione przez 1 osoba

  2. Kochana, tak to już jest. Gdzieś słyszałam, czy czytałam, że jeśli „uczymy się” czegoś co jest prawdą, to już to w sobie mamy i wtedy to tak naprawdę przypominamy sobie tylko to, co zapomnieliśmy, lub ukryliśmy w głębi siebie 🙂 To by wyjasniało ten rezonans i pozytywne wibracje kiedy słyszymy nasze prawdy z ust innych osób 🙂
    Pięknie piszesz Kochana, myślę, że spokojnie mogłabyś wydać książkę sama ( to jest szczere, Twoje komentarze czytałam chyba po 5 razy 🙂 )
    Ja za to cały czas byłam niecierpliwa, wszystko chciałam mieć na „już”, na „teraz”, ciągły we mnie panował niepokój i stres… teraz na szczęście dzięki coraz bardziej świadomemu i uważnemu życiu dużo się zmieniło i ciągle zmienia, lubię nową siebie (choć tak naprawdę taka zawsze byłam w głębi mojego serca, ale mój wewnętrzny krytyk nie pozwalał mi tego zobaczyć i docenić)
    Dziękuję, że jesteś Piękna Duszo ❤

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close