Kim jestem naprawdę ?

No właśnie… to pytanie zadaję sobie od początku mojego procesu przebudzenia… Od tego zaczynałam… Hmmm…

Jestem kobietą. Mam 33 lata. Jestem matką. Jestem żoną. Jestem terapeutką. Interesuję się duchowością, hipnozą, lubię muzykę, taniec i śpiew… Wiadomo… Ja to wiem- jednak tak się zadziało w moim życiu, że na pewnym etapie zadałam sobie pytanie: ale kim jestem poza tym wszystkim? Tak naprawdę, rdzennie i w samym środku mojego bytu?

Kiedy jeszcze byłam nieświadoma prawdziwego życia, a świat wydawał się być tylko materialny (zawsze miałam wątpliwości, jednak szybko je blokowałam), zawsze uważałam że jestem swoją osobowością. Tym kim usilnie starałam się być, odgradzając się podświadomie od prawdy o sobie. Jak to się mówi: szlifowałam swój charakter… czyli mówiąc bez owijania w bawełnę, byłam swoim Ego– tylko i wyłącznie, grzecznie grałam do jego melodii i kiedy chociaż najmniejsza rzecz mogła zburzyć tą idealną (chociaż tak naprawdę zakompleksioną, niecierpiącą siebie samej) postać- reagowałam silną agresją, wręcz momentami zachowywałam się irracjonalnie, zupełnie nieadekwatnie do zaistniałych wydarzeń. Było to oczywiście spowodowane również przykrym dzieciństwem- kiedy to zbudowałam sobie mur oziębłości, by zgrywać twardą na zewnątrz, a wewnątrz niemalże gotować się od tych wszystkich pięknych uczuć i emocji.

Ale wróćmy do tematu. Odgrywałam więc te wszystkie role, które sama sobie nadałam, lub też które przyłatali do mnie inni ludzie- budowałam siebie na podstawie opinii innych ludzi, ich osądów i światopoglądów. Byłam Paulą, ale czy byłam sobą? Byłam matką, żoną, przyjaciółką, koleżanką, opiekunem, tłumaczem, kobietą, ale czy to było prawdziwe? Czy byłam w tym szczęśliwa? Czy na tym polega życie?

Już nawet pomijając duchowe aspekty tego kim jestem, przyszło do mnie to głębokie zrozumienie, że nawet na płaszczyźnie ludzkiej, tak naprawdę nigdy nie byłam sobą. Co więcej… nawet nie mam bladego pojęcia co ja rzeczywiście lubię, a co zostało mi narzucone, czy „odebrane”

Ta realizacja była niesamowicie ciężka do przyjęcia. Długo się przed nią broniłam. Nie mogłam tego zupełnie zaakceptować, przyjąć ani zrozumieć. Nie mogłam znieść, że całe życie trwałam w tym zakłamaniu, co więcej- nadal trwam i jeszcze mocno to z siebie wypieram…

Kiedy przyjęłam w końcu do siebie tą prawdę, zrozumiałam powody dla których tak się stało, wszystko się odmieniło.
Odpisałam to ostatnio na mojej stronie na Facebooku.

Przez większość mojego życia, czułam się jak w klatce.
Mogło by się wydawać, że miałam wszystko o czym zawsze marzyłam- męża, dom, dzieci, fajna pracę (jak wówczas sądziłam).
A jednak w środku kompletna pustka, coraz płytsze uczucia, smutek…
Wszyscy pytali o co mi chodzi, pukali się w głowę.

A ja cały czas zadawałam sobie wewnętrznie pytanie: czy to już to? Naprawdę? Nic więcej nie ma? To na tym polega życie?
A skoro pytałam, zostało mi odpowiedziane.

Czy naprawdę właśnie w ten sposób chcesz przeżyć swoje życie? Robiąc praktycznie wszystko wbrew sobie? W odłączeniu? W tych labiryntach umysłu? Karmiąc się tylko pojedynczymi chwilami pozornego szczęścia, których i tak nie przeżywasz w pełni?
Nie doceniasz ich, bo już myślisz o tym, co będzie później.
Nie doceniasz ich, bo cały czas masz w sobie zakorzenione zranienia z przeszłości.
Próbujesz być szczęśliwa, radosna, ale to jest na siłę…
Czy tak właśnie wyobrażasz sobie prawdziwe zycie?
Życie które zależy tylko i wyłącznie od Ciebie?
Czy nie szkoda Ci energii by zadowalać wszystkich wokół tylko nie siebie samą? Spełniać ich oczekiwania? Dopasowywać się do ich wizji świata?
Czy Ty w ogóle wiesz kim jesteś? Co tak naprawdę lubisz? O czym skrycie marzysz w najgłębszych wymiarach swojej istoty?
Czy Ty kiedykolwiek tak naprawdę byłaś obecna?
Czy Ty umiesz żyć?

Kiedy te wszystkie realizację spadły na mnie, w pierwszej chwili się zbuntowałam. No ale jak to? To całe moje dotychczasowe życie na marne? Przez ten cały czas tak bardzo się myliłam? Walczylam o sprawy tak naprawdę dla mnie kompletnie bezwartościowe? Wierzyłam w idee które zupełnie ze mną nie rezonowaly?

Później przyszedl smutek. Nie potrafiłam sobie wybaczyć. Nie potrafiłam zrobić kolejnego kroku naprzód. Nie chciało mi się żyć, a wszystko straciło jakiekolwiek znaczenie.
Dlaczego tak bezlitośnie do mnie przemawiasz? Nie chce Cię więcej słuchać!- krzyczałam, patrząc w punkt na suficie.

Za chwilę pojawiło się zrozumienie.
A więc to tak.
Musiałam tego wszystkiego doświadczyć, by teraz docenić drugą stronę.
Poznać cierpienie, by zrozumieć radość.
Dotknąć dna swego bólu, by odnaleźć spokój.
Musiałam stąpać niepewnie, by moja pewność wzrosła.
Musiałam dać się zmanipulować, by teraz dostrzec manipulacje
Musiałam odkryć siłę nienawiści, by poczuć całą sobą moc miłości.
Musiałam przestać żyć, by zacząć żyć naprawdę.

Kiedy przeszłam ten proces, przyjęłam go i zrozumiałam na każdym poziomie, stało się coś niesamowitego. Cos czego nie umiem opisać słowami. Cos co zachwiało strukturami mojej osobowości i zaczęło rozbijać ja w drobny pył. Nie czułam strachu, a jedynie coraz większe wyzwolenie. Nie czułam bólu, a jedynie coraz silniejsze zespolenie. Połączenie ze sobą, że Źródłem, że wszystkim co jest i tym czego nie ma. Upadłam na podłogę i płakałam kilka godzin. Czułam jak z każdą łza staje się prawdziwą sobą. Czułam jak topią się blokady, jak napływają realizacje, jak wszystko „klika” i trafia w odpowiednie miejsce. Jak puzzle.

Zrozumiałam, że to czego szukałam na zewnątrz, zawsze było we mnie.
Zrozumiałam, że tylko ja sama jestem w stanie to sobie dać.
Zrozumiałam gdzie jestem, a przede wszystkim kim jestem.
Tak naprawdę. W najgłębszym wymiarze mojego bytu.

Dlatego teraz jestem umocniona w swojej prawdzie. Każdego dnia rozwijam się silniej i głębiej. I kiedy już wydaje mi się, że dalej nic nie ma, nagle wybucha w moim wnetrzu kolejny wszechświat i wszystko zaczyna się na nowo.

To niekończące się doświadczenie. Niczym nie ograniczone, bezkresne, poza limitami wyobrażeń.

Możemy mieć życie jakie tylko chcemy, wszystko zależy od nas. To my jesteśmy kreatorami. To my wybieramy czego chcemy doświadczyć. Świadomie lub nie. To my to wszystko sprawiamy.

Czas zadać sobie te wszystkie pytania i pozwolić na usłyszenie odpowiedzi. Najlepiej w ciszy.

Już czas.

OBUDZ SIE I ŻYJ.

Pierwszy raz w tym doświadczeniu 🙏❤️

🕉️NAMASTE🕉️

Przestałam działać z lęku, a zaczęłam z miłości. Ale tak prawdziwie, szczerze. Przestałam oczekiwać, że będę idealna. Przestałam wymagać niemożliwego. Przestałam pragnąć za wszelką cenę być lubianą i akceptowaną. Przestałam wnikać w schematy mojego umysłu… Po prostu- zaczęłam żyć. Tak naprawdę.

I to właśnie pragnę przekazać Ci w tym artykule.
Nie chodzi nawet o duchowość, a o to kim jesteś jako człowiek. W swojej prawdzie.

Obudź się i żyj ❤

Bardzo Ci tego życzę !

❤ ❤ NAMASTE ❤ ❤
xxxxx ❤ ❤ ❤ xxxxx

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to:
search previous next tag category expand menu location phone mail time cart zoom edit close