Konflikt

Konflikt. Ludzie zazwyczaj boją się tego słowa. Z czym się kojarzy? Na przykład dla mnie, był do niedawna tożsamy z wojną, krwią, nieszczęściem. A w duchowości… ło panie! Toż to samo zuo! Duchowi ludzie to wszak chodzące ommmm 😉

I tutaj zostawię dalsze rozpisywanie się na ten temat. No może wrzucę jeszcze definicję, według której konflikt to trudna sytuacja, w której są minimum dwie zależne od siebie strony, pomiędzy którymi jest jakaś różnica. Strony te dążą do różnych, często przeciwstawnych celów.

Uczy się nas unikać konfliktów. Różnymi sposobami. Przy czym odkryłam, że przynajmniej w moim przypadku, nauczono mnie udawania że konfliktu nie ma. Ale sporo pań tak ma, nie czuję się żadnym wyjątkiem. Wpojono nam, kobietom, że złość piękności szkodzi, że dobro ogniska rodzinnego jest najważniejsze, że to na czym ci zależy, nie jest aż takie istotne. Jak to było, co to za ptak co własne gniazdo kala. Nie waż się wynieść problemów na zewnątrz…

Do czego to prowadzi? Po pierwsze, udaję że coś, co jest dla mnie ważne, tak naprawdę ważne nie jest. Moszczę się w mym własnym kłamstewku, niczym w gniazdku, ale po chwili gniazdko zamienia się w zgniły barłóg. Masę energii zajmuje udawanie że jest ok. Traci się szacunek do siebie, zaczyna powoli oddalać się od partnera. Wchodzi się w buty cierpiętnicy/cierpiętnika i w głębi siebie zaczyna się nielubić wszystkich wokół.

Co zrobić? Stań w prawdzie ze sobą i poczuj, zobacz, usłysz, siebie i swoje potrzeby. Po co tak robisz? Co Ci daje okłamywanie siebie i nieszanowanie? Przyznam się, że rozpoznałam w sobie taki sposób postępowania, co zaowocowało wspaniałym procesem samoświadomościowym. Było wymagająco i burzliwie. W międzyczasie ciało postanowiło pokazać mi dobitnie (unieruchamiając się na kilkadziesiąt godzin), że jest coś bardzo na rzeczy (Emilka, jak to przeczytasz – to dzięki za ochrzan).

Innym sposobem, który wykorzystujemy by jakoś konfliktu się pozbyć (i poudawać że wszystko jest w porządku), to zamrozić w sobie swoje potrzeby. Nie czuję, jest ok. A w środku, nieuświadomiona ropiejąca rana. Ciało trzyma w napięciu. Jesteśmy w takim przypadku nerwowi, podirytowani, depresyjni, napięci… Różnie to się objawia. To inny poziom zakłamania siebie, trudniejszy do uchwycenia. Ale można dotrzeć do źródła bólu.

I znów receptą jest stanięcie ze sobą w prawdzie. Bo kiedy zamrozimy swoje potrzeby, zamrażamy też bliskość z innym człowiekiem i oddzielamy część siebie od siebie samego.

Trzecia metoda postępowania z konfliktem to walka. Atak przeprowadzony w sposób jawny lub druga nóżka tej metody, uniki i manipulacja typu foch. Tutaj z kolei ktoś postawi na swoim, ktoś się wycofa, ale konflikt w swojej naturze nie jest rozwiązany. Wyjdzie przy pierwszej nadarzającej się okazji i znów dwie osoby spotkają się na ringu. Ktoś wygrywa, ktoś przegrywa, zaczynamy się coraz mniej lubić. I tak można ciągle…

Ale co można zrobić? Spotkać się w przestrzeni zrozumienia, wyjść poza własny ból, przekroczyć to, co chce zawsze mieć rację i być na wierzchu i zobaczyć w czego dotyczy konflikt.

Posłużę się moim przykładem. Ostatnio było jakoś przyciężkawo w małżeństwie, nierozwiązany konflikt niczym chmura burzowa wisiał w powietrzu. Coś tam czułam, ale nie chciałam zobaczyć o co chodzi, nabzdyczyłam się jak ropucha, mąż zresztą też się gotował. Siekiery wisiały w powietrzu. Kilkanaście tygodni przepychanek o nieporządek w kuchni. Czy spór, który wybuchł jak wulkan i spowodował rozmyślania o rozwodzie, dotyczył faktycznie śmieci? Jednak nie… Pod warstwą werbalną, chodziło o poczucie bycia nieważnym – po jednej stronie, a po drugiej potrzebę by zostać docenionym i zauważonym. Do tego jeszcze doszły schematy i nieukochany aspekt wewnętrznego dziecka.

Dlatego znów warto stanąć w prawdzie, zawalczyć o siebie lecz jednocześnie dostrzec drugą osobę. Odrzucić maski, odrzucić bronie, odrzucić lodowe zapory. Samo się nie zrobi. Trzeba wyjść ku sobie z miłością, ze zrozumieniem i zacząć rozplątywać supełek konfliktu. I takiego rozwiązania Wam życzę.

Ludmiła.

Poczucie winy i wstyd

Wstyd jest stanem prawie nierozerwalnie połączonym z naszym życiem. Tym bardziej w kulturze chrześcijańskiej, gdzie instaluje się w nas winę za przynależność do rasy ludzkiej. Pojęcie grzechu pierworodnego trwale odciska na nas swoje piętno.

Zaczynamy przesiąkać wstydem od wczesnych lat życia. Zobacz jak często dorośli mówią do dzieci – „wstydź się!” I tak też robimy. Wstydzimy się siebie samych, tego jacy jesteśmy, tego co robimy i tego czego nie robimy. Kręcimy się w kole samobiczowania, wierząc że, kiedy będziemy wystarczająco cierpieć (jestem niewłaściwy, jestem, zły) i pokutować, Bóg nam wybaczy a bliskie nam osoby potraktują nas łagodniej. Cierpimy dopóki nie zrozumiemy, że jedyne co trzeba zrobić to zrozumieć, że to co jest wyjściem z tego kręgu to zmiana swojego postępowania i zmiana postrzegania.

Poczucie winy z kolei, dręczy nas w kontekście rozpamiętywania przez nas naszych czynów. Czujemy się źle ponieważ uczyniliśmy coś niewłaściwego. Płynnie łączy się to z poczuciem wstydu, który dotyczy całości naszej istoty.

Zamiast wpadać w czarną dziurę własnej niewłaściwości i samo-potępienia, zobaczmy, że to co uważamy za winę, jest doświadczeniem. Zrobiliśmy to jak umieliśmy najlepiej.

Posłużę się cytatem Davida Hawkinsa :”wtedy wydawało mi się to dobrym pomysłem”. W takim kontekście to co robiliśmy staje się nie tak straszne, jak nam się wydawało. Inaczej nie umieliśmy. Hawkins twierdził, że źródłem „grzechu” jest nasze wewnętrzne dziecko, które chce już natychmiast coś dostać, wyzywa innych, oszukuje, itp. Czyli że „grzech” jest tylko niedojrzałością. I możemy z niej wraz z rozwojem duchowym i samopoznaniem po prostu wyrosnąć.

Warto też zrozumieć, że to co nas wstrzymuje przed wyjściem z poczucia winy i wstydu, to utrwalone schematy i wysiłek, który potrzebujemy włożyć by z nich wyjść. Czasem łatwiej jest dalej coś robić, nawet jeśli nie jest to dla nas rozwijające i wspierające, niż się zmienić. Niemniej jednak warto zmienić utrwalone wzorce i schematy by zacząć się wyzwalać.

PS.Poczucie winy i wstyd jest czymś, dzięki czemu można bardzo łatwo sterować ludźmi. Jeśli ktoś czegoś od Ciebie chce i zaczynasz czuć się winny, przyjrzyj się dokładnie całej sytuacji. Być może dostrzeżesz, że to co się zadziewa lub zadziało, jest inne, niż się na pierwszy rzut oka wydaje.

PPS.Dopisałam o wstydzie. Poczucie winy i wstyd to dwie emocje. I warto je rozgraniczyć.

Ludmiła.

Do Światła

Dotknij siebie.
Chociaż raz.

Zanóż się w tą wewnętrzną ciszę
W ten niezmienny punkt w samym centrum

Wypełnij się tym pokojem
Miłością
Tym co tak subtelne, a jednak prawdziwe
Tym co tak głębokie, a jednak widoczne

Odetchnij w samym rdzeniu.

Czytaj dalej „Do Światła”