Moje wpisy

Wewnętrzne dziecko

Już od jakiegoś czasu zabieram się za napisanie tego posta. Jest to temat bardzo mi bliski, a zarazem trudny i napawa mnie melancholią z pewną nutką smutku. Dlaczego? Otóż moje wewnętrzne dziecko zostało bardzo zranione, aż do samego dna jego wrażliwej duszy, a że było (jest) dzieckiem ufnym i otwartym, odebrało mu wiarę w miłość i dobroć. Czasami jeszcze buntuje się we mnie z całych swoich sił, czasami się boi, a czasami czuje wielkie rozczarowanie, jednak przeważnie się tego spodziewa, więc wybudowało wokół siebie mur, zabroniło sobie kochać szczerze i prawdziwie, ufać, doświadczać z całych sił. Straciło pewność siebie, przez bardzo długi czas żyło, jakby nigdy nie miało umrzeć. Moje wewnętrzne dziecko ukrywało się przede mną, a kiedy przyszedł czas, by je zauważyć i kiedy odważyłam się na ten krok, by je poznać- po długich próbach, wielu przepłakanych i „wytrzęsionych” nocach zaufało mi ponownie. I chociaż nadal nie wszystko między nami gra, za każdym razem gdy je odwiedzam jest szczęśliwe i pokazuje mi coraz to nowe rzeczy, zabawy, dzieli się chętnie przemyśleniami i odkryciami, zwierza… Dzięki tej relacji jaką teraz mamy, ja, dorosła ja, stałam się dużo spokojniejsza, pogodzona ze sobą, otwarta i rozpoczął się mój proces (jak ja to nazywam) Przebudzenia.

Czytaj dalej „Wewnętrzne dziecko”

Kopiowanie innych i zasada lustra

Rozmowa z bliską mi osobą natchnęła mnie do napisania tego artykułu. Tak streszczając w paru słowach, chodziło o to, że zna ona kogoś kto ją „naśladuje” w pracy. Bardzo to denerwowało tą moją znajomą, a wręcz wpędzało w jakąś lekką paranoję, gdyż każde działanie odbierała jako kopiowanie jej samej. Szczerze powiem, że gdy przyjrzałam się temu bliżej nie widziałam w tym niczego takiego. Ok, może ta osoba wykorzystała (ale tylko w pewnym stopniu) kilka jej pomysłów i rozwiązań, ale nie było to żadne „kopiuj- wklej”. Dodatkowo, znajoma moja nie widziała tych wszystkich projektów, pomysłów i osiągnięć tamtej kobiety, które nie miały z nią nic wspólnego- jakby nie istniały, a na koniec dodała, że w jakiś „magiczny, dziwny sposób” tamta osoba realizuje jej projekty, które ona miała zaplanowane już od dawna, więc pewnie ma jakiegoś szpiega, albo może założyła podsłuch w jej domu, a nie… pewnie w telefonie (!!!)

Szczerze przyznam, że zupełnie nie zdziwiło mnie to, co się działo. Niejednokrotnie będąc nieświadoma praw rządzących w świecie materialnym, sama miałam podobne myśli. Wymyślałam jakiś projekt, ale go nie realizowałam i robiły to inne osoby. Dodatkowo, gdy kupiłam sobie coś nowego, nagle wszyscy inni to mieli- albo nie kupowałam, a jedynie planowałam i zaraz ktoś mnie ubiegał i był pierwszy. Ile razy mieliście tak, że nabyliście coś nowego (np. samochód, sukienkę, koszulkę, rower itp.) i zaraz okazywało się, że nagle każdy w okolicy ma coś dokładnie takiego samego, albo przynajmniej podobnego. Co jest? Nagle wszyscy zapragnęli mieć to, co Ty? Nie 🙂 Oni mieli to już od dawna, jednak teraz zacząłeś/ zaczęłaś to zauważać.
O ile z jednej strony, było to coś naturalnego- a mianowicie to, że nasz umysł, nie dostrzega pewnych rzeczy, dopóki sami tego nie chcemy mieć (lub nie mamy), po prostu najzwyczajniej w świecie to ignoruje, tak z drugiej strony jest to trochę bardziej złożony proces. I na ten temat chcę się trochę dziś rozpisać 🙂

Czytaj dalej „Kopiowanie innych i zasada lustra”

Tu i teraz

Wczoraj wieczorem, natrafiłam na film na YouTube z Eckhart’em Tolle’m w roli głównej. Już od dość dawna słuchałam Jego wypowiedzi (polecam poszukać i obejrzeć/ posłuchać, jak również przeczytać książki, które napisał).
Ten film jednak skłonił mnie do długiej refleksji, a także jeszcze dziś „za mną chodzi”, pojawia się w myślach i sprawia, że się zatrzymuję… jednocześnie odczuwając, jakby zachodził jakiś proces na nieuświadomionym do końca przeze mnie poziomie.

Tu i teraz. Od dawna próbuję to ogarnąć, trwać w tym jak najdłużej. Jednak wiele rzeczy, sytuacji, myśli mnie rozprasza. Wszystkie sprawy wydają się tak ważne i niecierpiące zwłoki. Dodatkowo, ciągle przerabiam swoje przeszłe życie, by wykryć programy, znaleźć swoje cienie i odkryć moje talenty. Myśli o przeszłości zatrzymują mnie tam na dłużej, zaczynam rozpamiętywać, zastanawiać się, wnikać głębiej w różne sytuacje, reakcje, emocje. Z drugiej strony, nie na długo udaje mi się również nie myśleć o przyszłości (która przecież nie istnieje 😉 ). Ale nie da się ukryć, że to i owo ma się niedługo wydarzyć, a to i tamto muszę zrobić, bo za jakiś czas dzieci muszą mieć tak i siak. Ja chcę być tam i tam, robić to i to… itd. itd… muszę podjąć pewne działania w TERAZ, ale mój cel umieszczony jest w przyszłości (w liniowym postrzeganiu czasu).

Czytaj dalej „Tu i teraz”

Maski

Będąc dziś w pracy, naszły mnie pewne przemyślenia… nagrałam o tym nawet krótki filmik, jednak nigdzie go nie dodałam, gdyż byłby to bardzo długi monolog, a i tak ciągle uciekają mi jakieś aspekty… Chciałam się trochę rozwinąć, ponieważ dużo łatwiej jest mi to napisać, niż powiedzieć, zbyt wiele jest wielowarstwowości w tym temacie.
Spojrzałam dziś na chwilę na mój profil na facebooku (prywatny) i przyszło powiadomienie, że mam tam wspomnienia. W pierwszej chwili patrząc na zdjęcia które się wyświetliły, uśmiechnęłam się, ale po paru minutach zaobserwowałam ogromne obniżenie nastroju, kompletnie bez powodu, jakby coś złego się wydarzyło. Ponieważ miałam chwilę, zatrzymałam się. Zapytałam siebie samej: co jest? co się dzieje, skąd te uczucia? I przyszło to do mnie… mimo, że zdjęcia przedstawiały mnie radosną, pełną życia (wspaniałego życia) i energii, w jakimś cudownym miejscu, tak naprawdę, na nieświadomym poziomie napawają mnie uczuciami wręcz odwrotnymi. Smutkiem, niepokojem, może poniekąd nawet złością.
Zaczęłam nad tym rozmyślać i EUREKA. Ja byłam w tamtym czasie w depresji, bez sił, bez chęci do życia, smutna i stłamszona w środku, pełna żalu i pretensji. Co z tego, że uśmiech gościł na mojej twarzy? Co z tego, że byłam na wakacjach? To wszystko nie miało znaczenia. Za tym uśmiechem kryło się rozczarowanie, kryła się złość i niezadowolenie z życia. Ktoś mógłby powiedzieć, ale dlaczego? Przecież Twoje życie było dobre, spędzałaś czas z rodziną…
Dobre? Niby dlaczego dobre? Bo nie byłam bita przez męża, a moje dzieci były zadbane, miałam dach nad głową i co do przysłowiowego garnka włożyć? Bo miałam uśmiech na twarzy i wszyscy byli zdrowi i dobrze się bawili? Naprawdę tak myślisz, że powinnam się cieszyć?! Cieszyłam się przecież, byłam uśmiechnięta od ucha do ucha… tak uważałam, miałam do siebie pretensję, że o co mi w ogóle chodzi, że nie doceniam tego co mam, że powinnam być wdzięczna, a nie siedzieć ze skwaszoną miną. I dlatego też siedziałam na pozór radosna, ale tylko ja wiem, co się we mnie tak naprawdę działo. Samotność, niezrozumienie, poczucie winy, wstyd, niepokój, brak poczucia bezpieczeństwa, poczucie inności… Dlatego te zdjęcia wywołały we mnie takie, a nie inne uczucia. Dlatego nie kojarzą mi się z tym, co przedstawiają, kłócą się z tym… Moje pragnienie bycia postrzeganą poprzez pryzmat mojej fałszywej osobowości (którą sama sobie stworzyłam) nie dało mi prawa do przeżywania tego, co naprawdę czułam. Nie dało mi prawa do bycia sobą. Ciągle miałam wrażenie, że powinnam być „jakaś” i ciągle nie udawało mi się „taką” być. Oszukiwałam innych wkoło i najgorsze było to, że tak naprawdę oszukiwałam sama siebie. Stąd koło zaplątywało się jeszcze bardziej, bo gdzieś tam wiedziałam, że to tylko kreacja, więc moja depresja się wzmagała, dodatkowo powodując ogromną frustrację. I żal do siebie. I wstyd za siebie. I dużo jeszcze innych negatywnych uczuć.

Czytaj dalej „Maski”

Balans

Przebudzenie spłynęło na mnie dość nagle. Zupełnie się tego nie spodziewałam, nie prosiłam o to, nie oczekiwałam. Ot tak, coś zaczęło się dziać (w moim fizycznym odczuciu)… Czy doprowadziły do tego sytuacje w moim życiu, czy po prostu nadszedł mój czas, tego nie wiem dokładnie… Pewnie jedno i drugie.
Początkowo byłam bardzo zdystansowana, musiałam dużo rzeczy wyrzucić z siebie, wypłakać, zobaczyć, odkryć i się z nimi pogodzić/ zaakceptować. Nie było łatwo, tak szczerze mówiąc było cholernie ciężko… Tym ciężej, że miałam dwie małe istotki obok siebie- moje dzieci i nie chciałam, żeby patrzyły jak ich mama zapada się w otchłań depresji i rozpaczy. Chciałam być dla nich przykładem, pokazać, że mimo przeciwności, dam radę… Ale tak naprawdę w głębi mojego serca, czułam się bardzo słaba i bezsilna… Nie będę tego wszystkiego opisywać, nie jest to tematem tego wpisu… Najważniejsze, że „przebrnęłam” przez ten najgorszy czas, by doznać czegoś pięknego.

Czytaj dalej „Balans”